Wzdłuż najpiękniejszego wybrzeża Rugii, tam, gdzie błękit Bałtyku spotyka się z jasnym piaskiem zatoki Prorer Wiek, wyrasta betonowa ściana, która zdaje się nie mieć końca. Prawie pięć kilometrów surowej architektury przecina naturalny, nadmorski krajobraz niczym blizna na tkance czasu. To Prora – „Kolos z Rugii”.
Zaprojektowana na osobiste życzenie Adolfa Hitlera, nie miała być jedynie miejscem urlopu. Za fasadą monumentalnego kurortu kryły się precyzyjne, złowieszcze knowania dyktatora. Prora miała być częścią szeroko zakrojonej strategii – miała stać się gigantycznym laboratorium lojalności, gdzie pod pozorem wypoczynku organizowanego przez organizację KraP durch Freude (Siła przez Radość), robotnicy III Rzeszy poddawani byli masowej indoktrynacji. Hitler marzył o miejscu, w którym każdy z 20 tysięcy gości byłby pod stałym nadzorem, a każdy centymetr betonu służyłby przygotowaniu narodu do nadchodzącej wojny.
Zamiast sielanki, powstał pomnik pychy i totalitarnej kontroli. Przez dekady te identyczne, puste okna wpatrywały się w morze, skrywając tajemnicę niedoszłej utopii, która w razie konfliktu miała błyskawicznie przeobrazić się w gigantyczny szpital wojskowy. Mimo upływu czasu, wchodząc do wnętrz potężnych bloków, wciąż czuć w nich chłód dawnych ambicji. Czy można całkowicie wymazać mroczne intencje twórcy z miejsca, które miało być fabryką nowego człowieka? Czy dziś, którykolwiek z turystów wynajmujących pokój w hostelu w Prorze zastanawia się, czym byłaby Prora, gdyby losy wojny potoczyły się inaczej?
Czym była KdF?
Niemiecki Front Pracy (DAF) nie był zwykłą instytucją – była to potężna organizacja korporacyjna działająca pod ścisłym nadzorem NSDAP, która na zawsze zmieniła relacje społeczne w III Rzeszy. Powołany do życia 10 maja 1933 roku przez Roberta Leya, DAF powstał na gruzach zlikwidowanych związków zawodowych. Wkrótce stał się największą nazistowską organizacją masową, zrzeszającą – według różnych źródeł – od 23 do nawet 25 milionów członków.
DAF stanowił swoisty monolit, łączący pracowników i pracodawców bez względu na ich status socjalny, gospodarczy czy ideologiczny. Organizacja dzieliła się na 18 wspólnot branżowych, odpowiadających poszczególnym gałęziom przemysłu. Choć oficjalnie jej zadaniem była dbałość o dobro socjalne i zawodowe Niemców, warunkiem przynależności było posiadanie „aryjskiego pochodzenia”. Formalną podstawą funkcjonowania Arbeitsfrontu stało się rozporządzenie Adolfa Hitlera z 24 października 1934 roku, które przypieczętowało jego dominującą rolę w państwie.
Wyspecjalizowanym ramieniem DAF, odpowiedzialnym za sferę prywatną obywateli, była organizacja KraP durch Freude (KdF) – „Siła przez Radość”. To ona miała za zadanie wprowadzenie szeregu przywilejów dla robotników, oferując im masowe imprezy sportowe, koncerty, opery, a przede wszystkim turystykę.
W ramach programu KdF organizowano darmowe wakacje, głównie w ośrodkach na terenie Niemiec oraz w „bezpiecznych” krajach sojuszniczych, np. we Włoszech. W celu organizowania atrakcji Niemcom, w latach 1936–39 w Hamburgu zbudowano pierwsze na świecie „aryjskie” wycieczkowce – MS Wilhelm Gustloff oraz Robert Ley. Łącznie pod znakiem KdF eksploatowano 13 dużych jednostek pasażerskich.
Najbardziej ambitnym przedsięwzięciem duetu DAF i KdF był projekt „samochodu dla ludu” – Volkswagena. Choć pierwotne plany nakreślił Ferdinand Porsche na prośbę Hitlera, przemysł motoryzacyjny nie był w stanie sprostać wymogowi niskiej ceny (poniżej 1000 marek). Projekt przejął więc Niemiecki Front Pracy. Przedsięwzięcie okazało się jednak wadliwe finansowo; zakłady zbudowane na potrzeby produkcji aut cywilnych ostatecznie zaczęły wytwarzać pojazdy wojskowe.
Równolegle KdF dbało o „higienę informacyjną”, uczestnicząc w dystrybucji odbiorników radiowych Volksempfänger. Zostały one zaprojektowane tak, by dzięki niskiej cenie i zasięgowi umożliwić każdemu obywatelowi dostęp do państwowej propagandy. Działalność KdF praktycznie ustała wraz z wybuchem II wojny światowej, jednak sam Niemiecki Front Pracy przetrwał jako fundament machiny wojennej aż do maja 1945 roku.
Kto zaprojektował Prorę?
Podobno pomysłodawcą stworzenia aż pięciu wielkich kąpielisk był sam Adolf Hitler. Na początku 1936 roku rozpisany został konkurs, w którym uczestniczyło 11 architektów. Zwycięski projekt przygotował koloński architekt, Clemens Klotz, który stał się jednym z czołowych architektów III Rzeszy (był on odpowiedzialny za projekt ośrodka szkoleniowego Ordensburg nad jeziorem Krosino w Złocieńcu). Docelowo miało powstać aż pięć takich kompleksów, ostatecznie ruszyła budowa jednego – Prory. Całościowy projekt został nagrodzony Grand Prix na Wystawie Światowej w Paryżu w 1937 roku. Prora stała się jednym z najlepszych przykładów wykorzystania architektury modernizmu przez nazistów. Budowa kompleksu rozpoczęto 2 maja 1936 r., w trzecią rocznicę „Szturmu na związki zawodowe”.
Jak wyglądał projekt Prory?
Projekt Klotza zakładał budowę obiektu, składającego się z ośmiu betonowych bloków (każdy o długości 550 metrów), rozmieszczonych w jednej linii wzdłuż wybrzeża na długości 4,5 kilometra. W blokach, na sześciu piętrach, miało się znaleźć łącznie 10 tysięcy dwuosobowych pokoi. Miały one mieć takie samo, proste wyposażenie: dwa łóżka, kącik wypoczynkowy, szafę i umywalkę. Łazienki miały być wspólne na piętrach. Te maleńkie pokoiki o wymiarach 2,5 na 5 metrów, miały jeden, wielki atut: wszystkie były z widokiem na morze. Koszt realizacji projektu szacowano wówczas na ok. 237 milionów marek niemieckich (obecnie 850 milionów euro).
Wraz z budową kompleksu sypialnego, miało powstać szereg budynków towarzyszących, m.in. hala festiwalowa na 20 tysięcy ludzi, baseny, kina, a przy nabrzeżu planowano budowę ogromnej przystani dla statków wycieczkowych KdF. Co ciekawe, budynki mieszkalne zaprojektowano w taki sposób, by w razie wojny można było je błyskawicznie przekształcić w szpitale wojskowe.
Co się działo z Prorą w czasie II wojny światowej?
W momencie wybuchu II wojny światowej, budowa Prory została wstrzymana, a firmy budowlane skierowano na front w celu wznoszenia strategicznych obiektów wojennych. U najpiękniejszego wybrzeża Rugii pozostawiono wielki plac budowy, gdzie wznosiły się szare, ponure bloki w stanie surowym oraz liczne rusztowania, które przygotowano pod budowę obiektów kulturalno – rekreacyjnych.
Wybuch wojny zmienił przeznaczenie istniejących obiektów. Szkolono tu tysiące policjantów, których następnie wysyłano na front. Młode Niemki przysposabiano do pracy łączniczek w marynarce wojennej. Pod koniec wojny funkcjonował tu szpital, a w ostatnich miesiącach, kiedy na Rugię przybywali uciekinierzy z terenów objętych bombardowaniami i działaniami wojennymi, Prora stawała się wielkim obozem dla uchodźców, m.in. byli to mieszkańcy bombardowanego Hamburga.
Kiedy na wyspę wkroczyła Armia Czerwona, losy Prory wydawały się być policzone. Wywieziono stąd wszystko, co miało jakakolwiek wartość: okna, drzwi, instalacje, a nawet kafelki. Dwa skrajne budynki zostały zaminowane i wysadzone w powietrze. I być może całość kompleksu została by zrównana z ziemią, gdyby nie solidna, betonowa konstrukcja. Jej zburzenie okazało się zbyt kosztowne i czasochłonne.
Prora w czasach NRD
Od momentu powstania NRD w 1949 roku, Prora stała się wojskowym obszarem zamkniętym. Kompleks stał się jednym z największych garnizonów w NRD. Budynki otynkowano, wstawiono okna i zaadaptowano na koszary, szkoły wojskowe oraz magazyny. Prora zniknęła z map turystycznych. Oficjalnie figurowała jako obiekt wojskowy, do którego cywile nie mieli wstępu przez dziesięciolecia.
W Prorze znajdowała się prestiżowa szkoła podoficerska, szkolono tu również specjalistów technicznych w zakresie obsługi sprzętu wojskowego.
Władze NRD wykorzystywały Prorę do tajnych szkoleń dla bojowników i kadr wojskowych z krajów socjalistycznych i ruchów wyzwoleńczych Afryki i Bliskiego Wschodu (Etiopii, Angoli, Mozambiku czy Organizacji Wyzwolenia Pallestyny). W lata 50 – tych Prora stała się domem dla sporej grupy obywateli Korei Północnej. Po zakończeniu wojny koreańskiej w 1953 roku, Korea Północna była całkowicie zniszczona. Kraje bloku wschodniego pomagały w jej odbudowie. Koreańczyków szkolono w zakresie technologii wojskowej, m.in. obsługi radarów, łączności i uzbrojenia, a także w zakresie inżynierii i medycyny wojskowej. W tym czasie do NRD trafiło też wiele koreańskich sierot, dzieci, które straciły rodziny w czasie wojny. Z myślą o tych dzieciach, powstały specjalne ośrodki, gdzie uczono je m.in. języka niemieckiego. Pod koniec lat 50 – tych władze Korei Północnej podjęły nagłą decyzję o wycofaniu swoich obywateli z NRD.
W latach 70 - tych, w czasie trwania wojny wietnamskiej, NRD wspierała Wietnam Północny (komunistyczny). Do Prory wysyłano mechaników i inżynierów, którzy uczyli się tu serwisowania sprzętu radzieckiego, który potem płynął statkami z pobliskiego portu w Rostocku prosto do Hajfongu. Wietnamczycy, którzy przyjeżdżali do Prory, nie byli przypadkowymi rekrutami. Byli to doświadczeni żołnierze, mający za sobą walki w dżungli podczas wojny z USA oraz przyszli dowódcy, którzy w Prorze uczyli się europejskiej taktyki wojennej, obsługi nowoczesnych systemów rakietowych oraz dowodzenia dużymi związkami taktycznymi.
Prora była też głównym ośrodkiem dla tzw. Bausoldaten, czyli żołnierzy budowlanych. Byli to pacyfiści i osoby, które z powodów religijnych i światopoglądowych, nie chciały uczestniczyć w żadnych działaniach zbrojnych. Zamiast broni, do ręki dostawali łopaty, wspierając enerdowską armię wznosząc infrastrukturę wojskową.
Prora po zjednoczeniu Niemiec
Zaraz po zjednoczeniu Niemiec, Prora przeszła w ręce Bundeswehry. Jednak bardzo szybko okazało się, że te tereny nie mają dla wojska takiego znaczenia jak dawniej. Od 1991 roku wojsko zaczęło stopniowo wywozić sprzęt, zamykać warsztaty i magazyny. Rok później cały teren został przekazany do Federalnej Agencji Nieruchomości, która niespecjalnie wiedziała co począć z legendarną Prorą. Koszty utrzymania terenu były olbrzymie. Dodatkowo, kiedy w 1992 roku cały kompleks został wpisany na listę zabytków, w grę przestało wchodzić wyburzenie obiektów.
Kto by pomyślał, że po czasach Hitlera i NRD, zacznie się najbardziej mroczny rozdział w historii Prory. W bloku V utworzony został ośrodek dla uchodźców uciekających przed wojną w Jugosławii. Ludzi stłoczono tu w ogromnych, zimnych celach, które dawniej pełniły funkcję pokoi dla żołnierzy, brakowało ogrzewania, zimny wiatr znad Bałtyku wpadający do wnętrza, szarość betonu, długie, ciemne korytarz, to wszystko tworzyła apokaliptyczny obraz.
Warto pamiętać, że Prora była jednym z symboli nazistowskich. Jako że teren nie był w zadane sposób zabezpieczony, zjawiały się tu grupy neonazistów, którzy organizowali tu swoje zloty, a na ścianach pozostawiali symbole nazistowskie.
Jeszcze inni szukali w Prorze mocnych wrażeń. Wśród ludzi krążyły legendy o podziemnych tunelach, bunkrach, tajemniczych pomieszczeniach zalanych wodą. Pojawiały się też pogłoski o skarbach. Nie brakowało śmiałków, którzy zapuszczali się w ciemności Prory po dużą dawkę adrenaliny.
Prora stała się betonową dżunglą, w której koczowali bezdomni, narkomani i uciekinierzy. Policja się tu nie pojawiała. Kontrast między radosną zabawą, a ponurą historią miejsca był uderzający i dla wielu starszych mieszkańców Rugii – wręcz niesmaczny.
Pod koniec lat 90 – tych władze Niemiec podjęły decyzję o sprzedaży Prory. W związku z faktem, iż nie było chętnego na zakup całości, kompleks został podzielony na bloki co okazało się strzałem z dziesiątkę.
W 2012 roku blok I zakupiła firma Irisgerd. Tę część przekształcono w luksusowe apartamenty ze strefą Spa i basenami. Blok II zakupił Ulrich Busch, syn słynnego w czasach NRD piosenkarza – Ernsta Buscha. Powstały tu mieszkania i hotel. W bloku III zlokalizowane jest m.in. Centrum Dokumentacji Prora i Muzeum Świata Prory. Blok III jest połączeniem instytucji muzealnych z butikami, kawiarniami, restauracjami i apartamentami. To takie miejsce, gdzie turysta w szlafroku, idący na basen, mija się z grupą szkolną zwiedzającą wystawę o nazizmie. Blok IV to jedna z najbardziej odmienionych części kompleksu. Blok ten został dokładnie otynkowany i przebudowany, że gdyby nie gigantyczna skala budynku, trudno byłoby zgadnąć, że to obiekt z lat 30. XX wieku. W bloku V jest obecnie jedno z największych schronisk młodzieżowych w Niemczech.
Prora to jeden z najbardziej kontrowersyjnych zabytków Europy – 4,5 kilometra betonu, które miało być nazistowskim „kurortem dla mas”, a stało się mrocznym symbolem dwóch totalitaryzmów. Przez dekady zapomniana jako tajne koszary NRD i niszczejąca jako powojenna ruina, dziś Prora przechodzi swój trzeci proces narodzin.
Współczesna transformacja w luksusowy kompleks apartamentów budzi emocje: dla jednych to triumf życia nad ponurą historią, dla innych – próba „wybielenia” przeszłości za pomocą szklanych balkonów i SPA. Choć betonowy kolos odzyskał swój pierwotny, wakacyjny cel, jego mury na zawsze pozostaną pomnikiem megalomanii, przypominającym o cienkiej granicy między odpoczynkiem a ideologiczną manipulacją.
